Myśląc o zieleni miejskiej, nie można jej rozpatrywać w oderwaniu od wody, która przez lata była marginalizowana – zepchnięta do kanałów, uregulowana w betonowych korytach. Najwyższa pora, by realizować projekty z zakresu małej retencji, która odpowiada na szereg wyzwań dla współczesnych miast.
Rosnące oczekiwania dotyczące warunków życia wymuszają zmiany w wyglądzie i funkcjonowaniu metropolii XXI w. Z tego powodu konieczność zadbania o ilość, sieć powiązań i przede wszystkim jakość terenów zieleni została zauważona jako integralny element w tkance zdrowego miasta. W przypadku zieleni miejskiej nie można zapominać o wodzie, która zamiast być zatrzymywana w miejscu opadu – nagminnie trafia do systemów kanalizacji i jest wyprowadzana z miast. Skutki takiego podejścia okazały się dotkliwe.
Brak i nadmiar H2O
Mieszkańcy stracili nie tylko korzyści płynące z obecności wody w mieście, ale także jako społeczeństwo ponieśliśmy poważne konsekwencje zdrowotne i finansowe. Do tych, które coraz częściej pojawiają się w debacie publicznej, należy zaliczyć wzrost częstotliwości lokalnych podtopień spowodowanych deszczami nawalnymi, przeciążającymi kanalizację. Zjawisko powodzi błyskawicznych nie dotyczy już wyłącznie miast położonych nad rzekami, ale również tych, w których nigdy nie było znaczących sieci rzecznych.
Inny trudny temat, choć stosunkowo prosty i tani w przeciwdziałaniu, to zanieczyszczenie wód wynikające z powierzchniowego spływu wody z ulic, parkingów i dróg – a wystarczyłoby umożliwić ich filtrowanie przez warstwy glebowe i strefy roślinności buforowej, chroniącej wrażliwe ekosystemy wodne. Brak wody w mieście to też obniżona wilgotność powietrza, co prowadzi do przesuszenia i uszkodzenia błon śluzowych człowieka oraz zwierząt domowych, a co w konsekwencji ułatwia wnikanie patogenów. Wysuszone powietrze sprzyja także unoszeniu się pyłów i zanieczyszczeń, co zwiększa ryzyko alergii i astmy.

Ogród deszczowy na pl. Wolności w Łodzi zastępuje tradycyjną zieleń i wykorzystuje spływ z chodników na miejskich placach.
Odnawialne źródło wody
Jako że zasoby wody słodkiej są w Polsce ograniczone, okresowe deficyty dotykają coraz większej liczby osób oraz całej gospodarki. W obliczu tych faktów odpowiedzialne gospodarowanie każdą kroplą wody staje się koniecznością. Odpowiedzią na te wyzwania jest deszczówka – z punktu widzenia praktycznego jedyne odnawialne źródło wody w Polsce. Zatrzymanie lub chociaż spowolnienie jej odpływu z miejsca opadu pozwala w najbardziej ekonomiczny sposób wykorzystać ten cenny i darmowy zasób.
Mała retencja, bo o niej mowa, to rozwiązanie, które odpowiada na szereg wyzwań dla współczesnych miast. Korzyści z jej wykorzystania – chociażby dostosowanie miasta do zmian klimatu, tworzenie obszarów atrakcyjnych pod kątem inwestycyjnym, zdrowotnym czy społecznym – obejmują aspekt zarówno hydrauliczny, jak i przyrodniczy. Co więcej, z uwagi na rozproszony charakter małej retencji jest ona stosunkowo ekonomicznym rozwiązaniem i możliwym do wdrażania w krótkiej perspektywie czasowej – do wykorzystania przy każdej modernizacji przestrzeni miasta przez indywidualnych zarządców terenu, biznes czy samorządy.
Wzorem dla gospodarowania wodą w przestrzeni miasta powinna być natura i jej doświadczenie milionów lat ewolucji, by wykorzystując także wiedzę inżynieryjną, budować rozwiązania dostosowane do potrzeb miejsca. W miastach, gdzie szczególną wartość ma każdy metr kwadratowy przestrzeni, szczególnym działaniem może być tworzenie ogrodów deszczowych, które wyróżniają się na tle innych rozwiązań retencji krajobrazowej niewielkimi wymaganiami w zakresie dostępnej przestrzeni w stosunku do możliwości gromadzenia wody zarówno na powierzchni, jak i w warstwach glebowych.

Uważny obserwator zauważy, że zieleń potrafi się odwdzięczyć za dodatkową podaż ze zlewni.
Na jakie rośliny postawić?
Ogród deszczowy to zieleń zaprojektowana z uwzględnieniem dużej powierzchni zlewni, odpowiedniej przepuszczalności i pojemności gruntu, ewentualnie innych rozwiązań zwiększających dostępną pojemność retencyjną. Choć jego realizacja jest kosztowniejsza niż tradycyjnie rozumianej zieleni – z uwagi na konieczność uwzględnienia m.in. hydrauliki gruntu – koszty utrzymania takiej zieleni mogą być konkurencyjne. Ogród deszczowy jest możliwy do wdrażania nawet w miejscach nieoczywistych, w których normalnie nie ma możliwości dostępu do wody opadowej – np. pod wiaduktami czy jako zasilanie roślin pod zadaszonymi atriami – a także pozwala na wprowadzenie aspektu dynamicznego wykorzystania ruchu wody w krajobrazie zurbanizowanym w trakcie i po deszczu. Sprawia to, że przestrzeń jest różnorodna i zmienna w czasie, co otwiera możliwości twórcze dla architektów i projektantów, a jednocześnie pokazuje synergię człowieka z naturą. Ogrody deszczowe – z uwagi na szybszy przyrost biomasy dzięki zwiększonej podaży wody niż w terenach tradycyjnej zieleni – często stanowią bujną enklawę zieleni.

Tworzenie ogrodów deszczowych jest dobrą okazją do podnoszenia świadomości ekologicznej i wspólnej, międzypokoleniowej pracy.
By podkreślić ten dziki charakter, w sposób szczególny do takich założeń polecane są gatunki rodzime zbiorowisk zmiennowilgotnych. Przy doborze gatunków do ogrodu deszczowego warto zwrócić uwagę na byliny, a więc wieloletnie rośliny nieposiadające części zdrewniałych. Polecane gatunki to rośliny kwitnące, jak krwawnica pospolita (Lythrum salicaria), tojeść pospolita (Lysimachia vulgaris), kosaciec żółty (Iris pseudacorus), kosaciec syberyjski (Iris sibirica). Do zadarniania powierzchni dobrze sprawdzi się rdest wężownik (Polygonum bistorta) czy płożąca, wyśmienita także do donic, tojeść rozesłana (Lysimachia nummularia). Mniej popularne rośliny, ale warte uwagi, to wilczomlecz błotny (Euphorbia palustris), wiązówka błotna (Filipendula ulmaria), sadziec konopiasty (Eupatorium cannabinum). Mamy też do dyspozycji rośliny zimozielone, jak sit rozpierzchły (Juncus effusus) i sit siny (Juncus glaucus). Także trawy posiadają walory ozdobne zimą. Z rodzimych, także do półcienia, warto wspomnieć o śmiałku darniowym (Deschampsia caespitosa) czy trzęślicy modrej (Molinia caerulea). W pełnym cieniu sprawdzą się zaś turzyce, np. rzadkokłosa (Carex remota), sina (Carex flacca), kosmatka owłosiona (Luzula pilosa), nerecznica samcza (Dryopteris filix-mas) czy wietlica samicza (Athyrium filix-femina). Do większych założeń warto rozważyć krzewy, takie jak wierzba purpurowa (Salix purpurea) ‘Nana’ czy dereń świdwa (Cornus sanguinea) ‘Midwinter Fire’.
Także rodzime drzewa mogą być sadzone w dużych ogrodach deszczowych. To np. brzoza omszona, czeremcha zwyczajna o pokroju drzewiastym, ale też jarząb pospolity czy olsza szara (Alnus incana), choć ta ostatnia z uwagi na zawartość garbników powinna być sadzona z dala od nawierzchni, które trwale odbarwia spadającymi szyszeczkami i liśćmi. Wybierając rośliny warto wiedzieć, że czasami rośliny botaniczne mogą mieć większą tolerancję ekologiczną niż ich odmiany ozdobne.

Nadmiar ziemi z wykopów można wykorzystać do ciekawego ukształtowania terenu.
Kompozycje roślinne
Z punktu widzenia ekologii i zrównoważonego zarządzania wodą w mieście ogrody deszczowe powinny być tworzone z wykorzystaniem wielogatunkowych kompozycji roślinnych o zróżnicowanej pokrywie terenu i odmiennej strukturze systemów korzeniowych. Choć korzenie pozostają niewidoczne, ich różnorodność pozwala na bardziej efektywne oczyszczanie wód opadowych oraz zwiększa zdolność infiltracji. Rośliny o głębokich systemach korzeniowych, takich jak drzewa, penetrują głębsze warstwy gleby, poprawiając jej strukturę i retencję wody, podczas gdy rośliny o płytkich korzeniach, np. byliny, stabilizują powierzchniową warstwę gleby, zapobiegając erozji. Dodatkowo zróżnicowane systemy korzeniowe tworzą sprzyjające warunki dla rozwoju mikroorganizmów glebowych, które pełnią kluczową rolę w procesach rozkładu materii organicznej, wiązaniu składników odżywczych i poprawie żyzności gleby. W warunkach miejskich, gdzie gleby są często zdegradowane, takie podejście nie tylko wspiera bioróżnorodność, ale także wzmacnia odporność ekosystemów na zmiany klimatyczne, takie jak susze czy intensywne opady. Mówiąc o kompozycjach, warto wspierać te nieformalne (niesymetryczne), grupując rośliny w nieregularne wzory, ponieważ nawet w przypadku wypadów gatunków czy odmian pozostaną one niezauważone, co zmniejsza koszty utrzymania zieleni i wygląda dobrze przez długi czas.

Ogród deszczowy to często niewielkie założenie.
Na koniec warto wspomnieć, że w ogrodach deszczowych należy unikać gatunków inwazyjnych. Głównym sposobem wnikania obcych gatunków inwazyjnych do zbiorowisk półnaturalnych jest droga wody (wzdłuż cieków wodnych). To właśnie ogrody deszczowe, z uwagi na ich przepływowy charakter, są szczególnie narażone na uwalnianie banku genów roślin o potencjale inwazyjnym. Nadmiar wody z takich założeń często ma przelew do kanalizacji deszczowej, a stamtąd już krótka droga do skanalizowanych cieków miejskich. Świadomy projektant powinien zdawać sobie sprawę, że jego działania mogą wpływać na ekosystemy oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Ogrody deszczowe nie wymagają nawożenia. Wraz ze spływem wody dostają większą niż tradycyjna zieleń podaż biogenów (składników pokarmowych), więc roślinność ogrodów deszczowym jest zaopatrywana w większą ilość substancji odżywczych. Dlatego w przypadku dodatkowego wspomagania niewykorzystane nawozy lub ich pozostałości mogą w trakcie intensywnego opadu ulec wymyciu do kanalizacji, dodatkowo przyczyniając się do zanieczyszczania już i tak bardzo zasolonych rzek.
Pamiętajmy, że nawet niewielkie zagłębienia terenu na osiedlach, w parkach czy przy chodnikach mogą stać się prostym, ale skutecznym krokiem w kierunku bardziej zrównoważonego miasta. Zamiast bezrefleksyjnie wyrównywać teren, warto go kształtować z uwzględnieniem naturalnych zagłębień i wyniesień. Tworzenie mikronisz pozwala na powolną infiltrację wody, a wykorzystanie lokalnie tworzących się kałuż do nasadzeń roślin zmiennowilgotnych to najprostszy sposób na założenie funkcjonalnego ogrodu deszczowego. Takie rozwiązanie nie tylko zatrzymuje wodę, ale także wzbogaca lokalny ekosystem, pokazując, że harmonia z naturą zaczyna się od małych, przemyślanych zmian.
Tekst i zdjęcia: Elżbieta Urbaniak, Związek Szkółkarzy Polskich